Display_43_thumb_0009whfe6rfqh8mk-c411

To od rządu zależy, jak wysoka jest każda kolejna fala!

powrót

70 tysięcy ofiar - to liczba nadmiarowych zgonów zarejestrowanych w czasie epidemii koronawirusa w Polsce - najwięcej w Unii Europejskiej. Jeszcze przed pandemią politycy Prawa i Sprawiedliwości zrobili dwa podstawowe błędy, które dziś pogarszają nasza sytuację i z każdą kolejną falą są coraz bardziej dotkliwe. Po pierwsze lekarzom-rezydentom kazali wyjechać z kraju, po drugie nie rozpoczęli gruntownej reformy służby zdrowia i nie zwiększyli nakładów na zdrowie do 7% PKB.

Dokładnie 16 października 2020 rząd po raz pierwszy wstrzymał planowe zabiegi diagnostyczne i operacyjne przyznając się tym samym do niewydolności służby zdrowia. Niektóre szpitale sieciowe zrobiły to rzecz jasna już wcześniej, bo rząd zlecił im zorganizowanie u siebie oddziałów zakaźnych lub w całości przekształcił je w szpitale jednoimienne. Rząd miał wiele miesięcy, żeby nauczyć się na własnych błędach. Wiele miesięcy, żeby uruchomić szpitale tymczasowe. Rząd miał czas, by przeszkolić personel i naprawdę dobrze przygotować się na trzecią falę.

Tymczasem, dopiero gdy na Oddziałach Intensywnej Terapii zaczęło się robić ciasno, Izby Lekarskie uruchomiły szkolenia. I to szkolenia on-line. Pytanie kto z nas mając wybór chciałby być podłączany do respiratora przez osobę, która uczyła się jego obsługi on-line?

Odpowiedź na pytanie dlaczego rząd kolejny raz wstrzymał zabiegi planowane jest w pewnym sensie dość prosta: przez ostatnie miesiące zrobili zbyt mało, żeby przeszkolić i przygotować personel medyczny na trzecią falę pandemii.

Co można było zrobić?
- Można było szkolić pielęgniarki, a nawet studentów ostatnich lat medycyny do pracy w warunkach covidowych lub pracy na oddziałach intensywnej terapii. Nie chodzi o to, by każdy z nich potrafił podłączyć respirator, ale o to, by potrafili oni ustawić parametry respiratora według zaleceń anestezjologa. Dzięki temu, specjalista-anestezjolog byłby nieco odciążony, a w efekcie mógłby zajmować się większą liczbą pacjentów.
- Podobnie - pielęgniarki anestezjologiczne. Gdyby czysto pielęgnacyjną część ich obowiązków przejęli chociażby studenci ostatnich lat medycyny, fachową opieką można by objąć większą liczbę pacjentów.
Ponieważ tego nie przepracowano, mamy szpitale tymczasowe, ale nie mamy ludzi, którzy mogliby w nich pracować. Dziś nie brak łóżek, nie brak respiratorów ale brak rąk do pracy jest największym problemem.

To, w jak patologiczny sposób funkcjonują dzisiaj szpitale sieciowe obserwuję chociażby w swoim regionie. Jak szpitale sieciowe mają w czasie epidemii prowadzić zabiegi planowane skoro to na nie dalej zrzucany jest główny ciężar walki z pandemią? W Wielkopolsce, w Słupcy czy Środzie Wielkopolskiej, z jedynych szpitali w powiecie zrobiono szpitale covidowe, w Gnieźnie chirurdzy pracują jako specjaliści od chorób zakaźnych. Dobrze wiemy, że nie ma tam dodatkowych rąk do realizacji zabiegów i operacji planowanych na które czekają mieszkańcy!

W „miękkiej rekomendacji” rządu, by wstrzymać zabiegi planowe jest coś moralnie odpychającego. Całą odpowiedzialność chcą zrzucić na lekarzy i dyrektow szpitali. Tylko, że przez to pracują oni pod dodatkową presją.

Teraz jeszcze groził nam kolejny protest lekarzy rezydentów, którym Minister Zdrowia chciał zawiesić możliwość zdawania Państwowego Egzaminu Specjalistycznego. Nie wiem jak można było wpaść na taki pomysł skoro w tej grupie ponad 80% jest zaszczepiona. Gdy tysiące pacjentów czeka na leczenie, Minister Zdrowia lekką ręką chciał pozbawić ich fachowej pomocy przedłużając doświadczonym lekarzom naukę. Przecież Ci, którzy czekają na ten egzamin to doświadczona kadra, posiadająca 5-6 letnie doświadczenie pracy przy łóżkach pacjentów. Przygotowywali się do egzaminów przez wiele miesięcy, często kosztem pracy zawodowej i życia rodzinnego.

Co można zrobić teraz, gdy trzecia fala stała się faktem?
Po pierwsze, rząd musi w końcu wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. Lekarze muszą mieć komfort pracy, jeśli mają być skuteczni. Trzeba też w końcu porządnie przeszkolić personel pomocniczy i techniczny.
Po drugie, rząd powinien rozpatrzyć opcję, by wstrzymywanie zabiegów planowych zależało od sytuacji w danym regionie a może nawet powiecie. Wyraźne wytyczne pomogłyby i lekarzom, i pacjentom.
Po trzecie musi uczyć się na swoich błędach szybciej i wyprzedzać zagrożenia. Już teraz powinni myśleć o tym, jak zrewidować politykę zdrowotną, jak zainwestować w rozwój lekarzy, jak dofinansować i gruntownie zreformować służbę zdrowia, skąd wziąć na nią dodatkowe pieniądze.

Tę trzecią falę przejdziemy zapewne dokładnie tak, jak dwie poprzednie - w kompletnym chaosie.
Gdy fala opadnie, trzeba zacząć wyciągać wnioski. To od rządu zależy, jak wysoka będzie kolejna.